Pytanie po co był ten cytat na końcu poprzedniego wpisu? To część dzisiejszej historii o przeszłości, która kaleczy moją świadomość i zmieniła mnie do tego stopnia, że przestałem wierzyć w to kim jestem i po co ja w ogóle żyję. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że nie potrafię przestać myśleć o pewnej dziewczynie. W sumie z dnia na dzień było gorzej i doszedłem do wniosku że pewnie to to jest ta cała miłość. Znałem ją wiele lat i w sumie fajna z niej dziewczyna miła i uprzejma, a tak poza tym to nieziemsko ładna. Może to tylko moje zdanie ale o gustach się podobno nie dyskutuje. ^^ Nvm w każdym razie kiedyś odważyłem się jej o wszystkim powiedzieć i na początku przyjęła to wyjątkowo sceptycznie w sumie do dziś nie wiem czemu. Z czasem chyba się przekonała bo byliśmy razem, ale no właśnie i tu powstał problem - coś nie pykło w pewnym momencie. Domyślam się co, ale to inna historia opowiem może kiedy indziej. Posypało się - "zostaniemy przyjaciółmi" takie tam pierdolenie i przez jakiś czas było wszystko ok dopóki sobie nie uświadomiłem, że ona nigdy nie będzie moja. Było to około 4 lata temu. Szczerze mówiąc załamałem się i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Po pół roku poznałem dziewczynę - byliśmy ze sobą 2 lata, równo 2 lata. Dlaczego? Nie umiałem okłamywać siebie no i tej biednej dziewczyny. Nie zapomniałem.. za bardzo kochałem tamtą - jej oczy, jej piękny uśmiech. Dobra trzeba kończyć patetyczną opowieść i powiedzieć do czego zmierzam. Cała ta sytuacja skrzywiła mi psychikę do tego stopnia że nie potrafię ogarnąć umysłem istoty tej kobiety - jak tak drobne błędy logiczne mogą doprowadzić do takiej klęski - do totalnej utraty chęci do życia do tego, że zostałem praktycznie sam bo ciężko mi jakoś o przyjaciół. Dręczy mnie to pytanie od ponad 3 lat, myślę że kiedyś znajdę odpowiedź bo wojna się jeszcze nie skończyła. Wszystko sprowadza się do tego co można znaleźć w piosence TDG - I hate everything about you. Nie rozumiem tego stanu, nie rozumiem dlaczego nie umiem zapomnieć tej dziewczyny. Strasznie mnie to wkurwia bo widują ją jeszcze czasem.
Jak zapomnieć o niej? Lub naprawić błędy przeszłości? Znajdę odpowiedź, choćby po trupach.
Ktoś pewnie podsumuje to mówiąc - następny gość nieszczęśliwie zakochany wypłakuje się na blogu bla bla - nie! Kurwa nie! Ja sam mam dość tej sytuacji, której po prostu nie umiem rozwiązać. Mój umysł nie bierze pod uwagę takiej opcji jak skreślenie tej panny i zapomnienie. Kula w łeb i się skończy ta irytująca ironiczna sytuacja. Nikt po mnie płakał nie będzie.. yhm, ta, jasne.. czasem mnie nachodzą takie myśli, ale przypominam sobie o mojej walce - o tym że śmierć zakończyłaby tą wojnę i to ja byłbym przegranym.
To jeszcze raz TDG.
"I will not die, I'll wait here for you
I feel alive, when you're beside me."
Podziwiam.... Powtorze jeszcze raz: podziwiam. Silny jestes. Ze masz ochote jeszcze walczyc, probowac. Zazdroszcze... Bo ja jestem slaba. Chociaz... Tez kiedys po ciezkiej sytuacji wyprostowalam sie na jakis czas, bylo wrecz coraz lepiej w moim zyciu. Ale jak sam dobrze wiesz, ostatnio zaczelam sie ciac... Tak sie zastanawiam, co jest ze mna nie tak. Cos we mnie peklo. Bo tak sie staralam podniesc i walczyc - tak jak Ty. Mi sie nie udalo. Niestety. Moze sprobuje jeszcze raz, ale nie teraz. Za Ciebie trzymam mocno kciuki, wierze, ze chociaz Tobie uda sie wytrwac. Zazdroszcze Ci jeszcze jednego - ze byles/jestes prawdziwe zakochany. Wiem, ze to boli. Boli jak cholera. Problem w tym, ze ja nie wierze w milosc. I chyba dlatego nie jestem w stanie sie tak prawdziwie zakochac. To sie stalo dla mnie obojetne...
OdpowiedzUsuń